Prawda nie krzyczy
PrzezSylwia
Fale jeziora uderzają o brzeg pomostu. Czy prawda płynie z nurtem, cicho, spokojnie, z falą? I w ogóle czy prawda [nie narracja], może iść tylko z nurtem?
Prawda nie zawsze jest głośna, nie zawsze pokazywana w sposób spektakularny, bo po co, skoro jest prawdą? Nie zawsze jest też wygodna dla odbiorcy komunikatu. Prawda nie krzyczy. Czasem po prostu jest. Czeka.
To najtrudniejsza lekcja. Pokory, autostabilizacji, wiary w siebie. Ugruntowania. Lekcja, która może się udać jedynie pod warunkiem, gdy robimy coś z serca, w zgodzie ze sobą.
Lekcja, która pokazuje brak chęci lub umiejętności samodzielnego myślenia odbiorcy. To jak przeczytanie opracowania lektury i przejęcie toku myślenia autora skrótu. Czy daje satysfakcję? Czy jest to tylko głośne ryczenie z tłumem? Czy daje obiektywizm i satysfakcję?
Często podejmujemy narrację, która nie wymaga samodzielnej analizy. Zagłuszamy przeszłość, fakty, które mogłyby nasunąć nam jednak zwątpienie, w to co usłyszeliśmy. Ale nie, to zbyt trudne. Łatwiej jest iść za tym donośnym głosem, który krzyczy i nie pozwala dość do głosu naszemu sumieniu.
Czy wydając nie-samodzielne sądy krzywdzimy? A tego, broń boże, nie chcemy o sobie myśleć. Ja? My? Ja, my tylko…….nie no, my to nie! My jesteśmy wierzący! My tylko, my powtarzamy tylko.
Jednak krzywdzimy. I jednocześnie donośnie i koniecznie pokazując swoją moralność publicznie, uruchamiamy swoje współczucie i pseudo-wrażliwość oglądając „Dom dobry”. Myślimy oburzeni, że „jak on tak może”, „czemu nikt za nią nie stanie”, „czemu nikt jej nie wierzy”, „to takie okropne, poruszające”.
Ten film to społeczny manifest, by przestać milczeć. Manifest, by ocknąć się, że przemoc domowa jest jednak sprawą społeczną. I to, że przemoc ta może odebrać życie, podobnie jak inne narzędzie zbrodni.
I wracamy do domu w ciszy, tej samej, która była obecna w kinie po seansie.
Wracamy do domu. Mamy głębokie przemyślenia, kręcimy głową na sytuacje, sceny z filmu. I oczywiście jesteśmy empatyczni, przez myśl nam nie przemknie, że ONA - główna bohaterka, zasługuje na takie życie. Odwrotnie. Pytamy i siebie i innych – czemu nie odeszła wcześniej?
Czując ten swój silny kręgosłup moralny nie możemy zasnąć. Czujemy ten kręgosłup każdego następnego dnia, kiedy bezlitośnie i z łatwością przychodzi nam wydawanie ocen, z moralnym do tego prawem, bez zatrzymania i autorefleksji przekazujemy dalej, niczym w zabawie w głuchy telefon, nienawistne historie, które zasłyszeliśmy. Czy ostateczna wersja jest prawdziwa? Czy na pewno? Czy krzywdzi? Czy pomaga oprawcy? O nie! O tym myśleć nie chcemy. Nie chcemy w to wierzyć, że mogliśmy popełnić błąd. Przecież jesteśmy po dobrej stronie – tego się trzymajmy. Przynajmniej tej, która głośno krzyczy.
Tylko czy na pewno?